Skandal z raportem to dopiero początek? "Kto ma zarządzać tymi setkami milionów?"
Fundacja Marka Polska Think Tank opublikowała dokument pn. "Polaków portret własny. Raport z badań DNA marki Polska". Zawiera on rażące błędy merytoryczne oraz anglojęzyczne wtrącenia. Z analizy Sebastiana Meitza, eksperta z Instytutu Sobieskiego, wynika, że nawet w 90 proc. raport mógł być wygenerowany przez sztuczną inteligencję.
Pracami kierowała dr hab. Barbara Mróz-Gorgoń, która 31 lipca została powołana na funkcję pełnomocnika rządu ds. promocji marki Polski w randze sekretarza stanu. Autorka przedstawiała raport jako "pierwsze tak kompleksowe badania o tym, kim jesteśmy, jakie wartości kształtują nasz wizerunek i jak widzimy potencjał Polski".
Opracowanie zleciło w ramach zadania publicznego Ministerstwo Sportu i Turystyki, przekazując na ten cel 200 tys. zł. Teraz jednak resort odcina się od dokumentu. Twierdzi, że przedmiotem umowy były jedynie badania, a nie raport.
Prokuratura Okręgowa w Warszawie poinformowała, że "zarejestrowano postępowanie w sprawie nieprawidłowości związanych z finansowaniem rządowego raportu pt. »Polaków portret własny«". Jak podkreśliła, "trwają czynności sprawdzające".
"Kto i po co skonstruował ten system?"
Piotr Kusznieruk, rektor Warszawskiej Akademii Medycznej Nauk Stosowanych, zauważył, że – według "Strategii Marki Polska" – cały program ma kosztować 520-670 mln zł, z tego 70-90 mln zł będzie przeznaczone na zarządzanie, a kolejne 15-25 mln zł na "działania kryzysowe i reagowanie reputacyjne".
"I teraz dochodzimy do sedna: kto ma zarządzać tymi setkami milionów? Jeżeli mają to być osoby pokroju pani Gorgoń, wokół której pojawiły się poważne pytania dotyczące jakości przygotowanego raportu i kompetencji do prowadzenia tak dużego przedsięwzięcia, to trudno traktować sprawę jak zwykły program promocji Polski. Przy budżecie dochodzącym do 670 mln zł trzeba bardzo dokładnie sprawdzić cały mechanizm: kto kogo rekomendował, kto podejmował decyzje personalne, jakie były kryteria wyboru, kto będzie dostawał zlecenia i czy istnieją powiązania personalne lub biznesowe między beneficjentami programu" – wyliczał.
"Bo jeśli państwo zamierza powierzyć setki milionów ludziom, których dotychczasowe dokonania budzą takie kontrowersje, to pytanie nie brzmi już tylko: jak będą promować Polskę? Pytanie brzmi: kto i po co skonstruował ten system? A potem usłyszymy, że na kwotę wolną nie ma pieniędzy, budżet jest napięty i mamy wojnę. Na »zarządzanie marką« i »reagowanie reputacyjne« – pieniądze są. I to setki milionów" – wskazał.